Kacper…
Dziś święto Trzech Króli i imieniny mojego-naszego
Kacpra.
Z imieniem tym wiąże się kilka miłych historyjek. Pierwsza to moja osobista walka o te imię. Jak Kacper się urodził, to nie było popularne tak jak dziś - imię. Moi bliscy mieli jakieś dziwne obiekcje, wyciągali jakieś dziwne argumenty np. a to, że wołają tak na psa biegającego po osiedlu a to takie dziwne imię … a ja wiedziałam od pierwszej chwili, że Kacper to Kacper i gdy Włodek pod szpitalnym oknem ( kiedyś tatusiowie nie mieli wstępu na położniczy) krzyczał: „N A P E W N O Kacper?” (idąc rejestrować syna do USC).
Ja pokazując syna przez okno krzyczałam: „N A P E W N O Kacper!” Potem były jakieś dziwne uśmiechy, pomrukiwania np. na chrzcie… ale po pewnym czasie Kacper oczarował wszystkich. Pewna „starsza pani” słysząc jak na ulicy wołam rocznego synka, zaczepiła mnie dziękując, że takie stare imię wraca i że miała męża o tym imieniu i to był bardzo dobry człowiek”. To były miłe słowa.
W szkole (I klasa, pierwsza zabawa karnawałowa w TV pojawił się duszek Casper) – syna, przebrałam za duszka. Pani z innej klasy - nie znając go, zadała mu pytanie: „Jak masz na imię?” Padła odpowiedź: „Kacper!” Pani na to: „No tak przebrany jesteś za duszka Kacpra, ale jak TY masz na imię? ” „Kacper!” pada odpowiedź. Pani zniecierpliwiona zadaje pytanie jeszcze raz… Dzieci wybuchają śmiechem i krzyczą: „Kacper jest Kacper”. Pani zaskoczona.
I tak do dziś: „Kacper jest Kacper”
- zaskakiwał i zaskakuje… Nasz Kacper w Petersburgu 2011… 
Ps.
Synku: „Niech dobra gwiazda” nadal wskazuje Ci drogę … Powodzenia!!!




