W poszukiwaniu „uciekającego rozumu” zapisałam się do SZKOŁY. W myśl powiedzenia, że na naukę nigdy nie jest za późno, trafiło na ZARZĄDZANIE… co prawda miał to być marketing polityczny (akurat „ełckie idy marcowe” miały wtedy swoje apogeum i bardzo chciałam… zrozumieć
. Jednak, okazało się, że „młodzież” ma inne potrzeby. Specjalizacji- marketing polityczny - nie utworzono. Mało chętnych. Poczułam się zawiedzona i pomyślałam - rezygnuję. Nęciła mnie co prawda „Grafika i promocja internetowa”. Byłoby fajnie, ale… Czy nie jestem na to za stara…, grafika? Po co? Mam dwóch komputerowców w domu. Ech, życie. Kiedyś decyzje były łatwiejsze. Rzeka to był strumyk – hyc i pokonany. Dziś ta sama rzeka to rwąca rzeka i ciągle szukasz mostu. No cóż, pomyślałam: szkoda czasu, szkoda pieniędzy. Zrobiłam przerwę i spoko… Ale wcale nie było spoko, miotały mną emocje. Jedna JA mówiła spróbuj- druga JA daj spokój. Często w życiu się tak dzieje, że impuls( znak) przychodzi nie wiadomo skąd. I coś takiego, wydarzyło się i teraz. Myślałam, że pisanie na tym blogu, to nic nie znaczące myśli… a jednak. Gdy, myśli mi się tak kotłowały i kołatały a ja, na nie tak patrzyłam i patrzyłam… Pewnego dnia pomyślałam: Kurcze, nie wiem, czy Włodek coś tu jeszcze napisze, nie wiem nawet, czy to czyta … i ta grafika jest już nudna i stara. Trzeba by tu coś zmienić. Fajnie byłoby gdybym umiała. Nie musiałabym nikogo prosić i nikomu tłumaczyć. Zrobiłabym to sama i może jeszcze wiele innych fajnych rzeczy też zrobiłabym SAMA. Przypomniał mi się moment, z przed trzydziestu paru lat. Krawcowa nie potrafiła uszyć mi spódnicy tak jak chciałam i uszyła mi ją po swojemu. Mówiąc, że tak jak ja chcę, to się- nie da. Tak mnie to wkurzyło. Jak to się nie da? Musi się dać… Ile materiałów napsułam? Ile razy prułam i znów szyłam? To tylko ja wiem. Ale w końcu nauczyłam się szyć i uszyłam, tak jak chciałam - sama
. Wtedy wydawało mi się, że to krawcowa jest do bani. Dziś wiem, że tak nie było. To ja jestem poplątana. Mam pewną wadę -nie umiem tłumaczyć. Wizualizacja moich oczekiwań jest zabawna i mało efektywna. A wydawanie poleceń( np. w pracy) i egzekwowanie ich jest czymś groteskowym tzn. macham ręką i robię to sama. Taka wada, to niby nic a jednak… dała mi się w życiu we znaki. Ma i miało to też i dobre strony. Może dziś, nie chcąc zaczepiać Włodka o grafikę tego bloga - wrócę do szkoły. A szkoła zaciekawi mnie i mój uciekający rozum. Rozum postanowi zostać ze mną dłużej i pomoże mi stworzyć coś sensownego. Zadawalającego i twórczego. A efektem tego wszystkiego będzie: długa i ciekawa starość… i nie koniecznie z czwartym filarem( tym pod mostem
. No to co rozumku? Hyc!!!
Jako nastolatka, politykę obchodziłam dużym łukiem. Może dlatego, że jako dziecko widzące w TV zamieszki i strajki, spytałam się rodziców: Dlaczego …? Usłyszałam: Nie interesuj się tym… Byłam grzeczną dziewczynką - nie interesowałam się tym
.
Rok 1979, z koleżanką trafiłam na jakieś zebranie szkolne. Nie chciało mi się czekać na nią na korytarzu, więc weszłam z nią na salę… i przypadkowo zostałam wybrana przewodniczącą. Jak się okazało - szkolnego ZSMP. Wtedy nawet nie wiedziałam co to jest. Kojarzyło mi się to z harcerstwem
. Bardzo szybko ( tydzień, dwa ), jako przewodnicząca chyba szkolnego koła, zostałam delegatką na zjazd (miejski?). Dla mnie było to zabawne wydarzenie. Pamiętam odbywało się w Ełckich Zakładach Mięsnych. Na wstępie rozdawano mandaty (chyba)… Jedna z pań spytała się mnie: gdzie krawat i numer legitymacji… Konsternacja. Jaka legitymacja ? Pytam się. Okazało się, że zostałam przewodniczącą czegoś, czego nie byłam członkiem. Pani machnęła ręką. Burknęła coś, że się to uzupełni i pozwoliła mi wejść. Na sali tłum ludzi( młodych ?) w czerwonych krawatach, gdzieś tam siadłam… Nudy, nudy… w końcu jakieś głosowania. Bach wszyscy rękę w górę i do mnie: Podnoś! Dlaczego? Dziwię się. Dlatego, bo…! Padła odpowiedź …wszystko ustalone, my tylko podnosimy. Powiedział sąsiad i podniósł moją rękę … O tych wydarzeniach, moich wątpliwościach i z pytaniem DLACZEGO? zwróciłam się do KOGOŚ. Ten ktoś zaczął mnie uświadamiać – politycznie . Tzn. Na górze ustalają, dół głosuje a że wszyscy to( tu nastąpiło kilka epitetów) - wychodzi jednogłośnie. Konsekwencją tego, było moja następne DLACZEGO ? Tym razem zadane pani dyrektor szkoły, byłej posłance na Sejm na jakiejś lekcji… Spytałam się: Dlaczego, w Sejmie ustawy przyjmowane są jednogłośnie…? Tym razem nie usłyszałam: Dlatego, bo… Usłyszałam: Ty, Stradczuk lepiej byś się zajęła gazetką szkolną(?) Potem, przeżyłam jeszcze egzekutywę partyjną i to nie za działalność polityczną. Niby zwolniłam(?) klasę z zajęć nie informując o tym panią dyrektor. Dlaczego miałam informować? Byłam tylko pośrednikiem klasy w rozmowie z wykładowcami a oni zgodzili się, że lekcje odrobimy w innym dniu. No i została zwołana egzekutywa( zebranie partyjne). Na moje Dlaczego ? Usłyszałam od pani M „… pani dyrektor mało zawału serca nie dostała”(?) Debatowano czy mnie zostawić w szkole czy wyrzucić. Normalnie to dyskutuje nad tym rada pedagogiczna, ale ja byłam nadal przewodniczącą szkolnego ZSMP a to niby podlegało PZPR. Choć nadal nie byłam członkiem tej organizacji, odpowiadałam za „morale ” przed partią. W końcu się zorientowano, może dlatego odpuszczono, wybrano nową przewodniczącą a do mnie pani dyrektor nie odzywała się do końca szkoły. Nie przejęłam się tym, ale poczułam alergię do wszelkich rodzajów organizacji, partii, zebrań, itp.
Sierpień 80, ostatnie moje wakacje. Strajki, solidarność były daleko… u mnie beztroskie lato. Czasem tylko lekki niepokój: Czy Włodek wróci z RFN…
Październik 80 to moja pierwsza praca. Sprawy „ludu pracującego” zaczęły być mi bliskie… Pierwszy mój związek zawodowy – SOLIDARNOŚĆ… super postulaty, super sprawa. Wszystko super i o mały włos nie zachłysnęłabym się…, ale wróciło moje DLACZEGO? Dlaczego wypisujecie się z Solidarności i wracacie do starych związków zawodowych? Oj, młoda to głupia! Usłyszałam od starszych koleżanek: Dlatego bo, zobacz, jakie ładne ręczniki tam dają, przepisuj się i ty … A gdzie wasz niedawny entuzjazm? Zapytałam cicho. Gdzie idea…?
Po ręczniki nie poszłam… Zajęłam się polityką ale polityką rodzinną
.
Moje „ DLACZEGO?” wróciło, ale dopiero za 20 lat. Był to okres gdy Włodek został pierwszy raz radnym powiatowym. Był to też czas gdy Pan Andrzej O, był kilka dni starostą a Jarek F w czasie negocjacji przeszedł z jednej partii (klubu) do drugiej. Zapewniając sobie prawdopodobnie
wicestarostwo. Byłam tak zdumiona, że moje „duże oczy” były jeszcze większe
. Dlaczego… wczoraj tam, dzisiaj tu? 20 lat i nic się nie zmieniło „Dla ręczników”… ? Okazuje się, że można… Można i dziś. Wtedy też nauczyłam się, że 1 głos to więcej niż 11 gdy potrzebujesz 12. Nie rządzą Ci co mają 11 a ten co ma 1.
Już nie młoda a wciąż trochę głupia
. Ze swoją naiwnością „polityczną” na prośbę Włodka startowałam w następnych wyborach na radną. Nie miałam ochoty angażować się w tzw. politykę polityczną (rodzina, praca pochłaniała cały mój czas). Kibicowałam jednak dla męża i zgodziłam się być tzw. zapchaj dziurą (przepraszam wszystkich tych co na mnie głosowali) no i złapać parę głosów na listę. Nie wiedziałam wtedy nic o jedynkach ani tam innych zasadach… Źle się czułam, gdy poznałam lidera listy a jeszcze gorzej gdy słyszałam tego pana po wyborach - już jako radnego. Nie będę pisała o tym człowieku , ale właśnie wtedy zrozumiałam ludzi, którzy mówią: Po co mam chodzić na wybory. Głosuję na innego wygrywa inny… Wtedy też, powiedziałam sobie, nie będę więcej nabijała ludzi(wyborców) w butelkę i startowała z ludźmi których nie znam. Dokładała im głosów i na dodatek wspierała ich finansowo. No bo i dlaczego…? Przez kilka ostatnich lat było dużo polityki wokół mnie. Takie, ełckie „Idy marcowe”
. Było też dużo pytań. Najczęściej na te pytania odpowiadałam sobie sama. Czasem były to smutne odpowiedzi. Wzbudzały emocje… Nauczyłam się, że lojalność to rzadka cecha w polityce… Czasem i owszem- zdarza się
lecz często ze stratą dla lojalnego… Może dlatego jest ich co raz mniej? Przestałam się dziwić… Dlaczego o tym piszę? Bo dziś to taki dzień, gdy głupoty kłębią mi się w głowie
i dziś znalazłam w szufladce mandat Włodka na Zjazd Krajowy PO 2011r. Niby nic, ale przypomniał mi się mój przypadkowy zjazd trzydzieści parę lat temu i moje naiwne pytanie: Dlaczego…?
A gdyby, zadać je dziś? O, ironio! Chichocie losu… idealizm – utop… izm. Z wyrachowaniem
uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam. Oj tam, oj tam. Nie interesuj się tym, bądź grzeczną… dziewczynką.
Kacper…
Dziś święto Trzech Króli i imieniny mojego-naszego
Kacpra.
Z imieniem tym wiąże się kilka miłych historyjek. Pierwsza to moja osobista walka o te imię. Jak Kacper się urodził, to nie było popularne tak jak dziś - imię. Moi bliscy mieli jakieś dziwne obiekcje, wyciągali jakieś dziwne argumenty np. a to, że wołają tak na psa biegającego po osiedlu a to takie dziwne imię … a ja wiedziałam od pierwszej chwili, że Kacper to Kacper i gdy Włodek pod szpitalnym oknem ( kiedyś tatusiowie nie mieli wstępu na położniczy) krzyczał: „N A P E W N O Kacper?” (idąc rejestrować syna do USC).
Ja pokazując syna przez okno krzyczałam: „N A P E W N O Kacper!” Potem były jakieś dziwne uśmiechy, pomrukiwania np. na chrzcie… ale po pewnym czasie Kacper oczarował wszystkich. Pewna „starsza pani” słysząc jak na ulicy wołam rocznego synka, zaczepiła mnie dziękując, że takie stare imię wraca i że miała męża o tym imieniu i to był bardzo dobry człowiek”. To były miłe słowa.
W szkole (I klasa, pierwsza zabawa karnawałowa w TV pojawił się duszek Casper) – syna, przebrałam za duszka. Pani z innej klasy - nie znając go, zadała mu pytanie: „Jak masz na imię?” Padła odpowiedź: „Kacper!” Pani na to: „No tak przebrany jesteś za duszka Kacpra, ale jak TY masz na imię? ” „Kacper!” pada odpowiedź. Pani zniecierpliwiona zadaje pytanie jeszcze raz… Dzieci wybuchają śmiechem i krzyczą: „Kacper jest Kacper”. Pani zaskoczona.
I tak do dziś: „Kacper jest Kacper”
- zaskakiwał i zaskakuje… Nasz Kacper w Petersburgu 2011… 
Ps.
Synku: „Niech dobra gwiazda” nadal wskazuje Ci drogę … Powodzenia!!!
Święta minęły migiem… Mignął i cały rok. Niektórym to nawet mignęło całe życie.
Miga, mignęło… Myślimy: pędzi, mija… Miga też lampka choinkowa, ale ona nie pędzi. Myślimy – mruga. A mrugnięcie to gest, czasem nawet uśmiech, zalotne spojrzenie , rozmowa bez słów – miganie. Może dzień, rok, życie miga jak lampki, jak gwiazdy na niebie…? Swoim mignięciem dzień, rok… uśmiecha się do nas i śle zalotne spojrzenie … Nie dostrzegamy tego i złościmy się, że nam migiem mi(g)nął
.
Tak było i ze mną… Coś się mi porobiło(?), że przestałam lubić Sylwestra, przestałam lubić urodziny… byłam zła. Mówiłam: Z czego tu się cieszyć …? Pewnego dnia życie mrugnęło do mnie i powiedziało: „ ŻYJESZ , wciąż żyjesz”. Zrobiło mi się głupio i wstyd.
Z całego serca życzę wszystkim – ŻYCIA
A tym co się boją, w tym sobie… odwagi życia
.
Hanna Szelążek 02.01.2012
Jako, że Telewizja śniadaniowa i Dzień Dobry TVN od pewnego czasu to moja jesienno - zimowa lektura, prawie obowiązkowa wiem, co w TV pokazują
.
Ludzie piszą…!
Piszą książki, poradniki, wiersze, piosenki, scenariusze, donosy, bajki, no i blogi. Mam wrażenie, że piszących jest więcej niż czytających
. Piszą artyści, wizjonerzy, politycy i nie politycy, dziennikarze i nie dziennikarze, żony mężów sławnych i nie sławnych, dzieci rodziców, matki z córkami, piszą chorzy, więźniowie, dziewczyny z poprawczaka, nianie, służące … Piszę i ja
, tylko jeszcze tego w TV nie wiedzą.
Powiem tak: „Fajny film wczoraj widziałe(a)m. Momenty były? Masz!”
Masz…, nie. Momentów nie było…, ale były jaja jak berety, bo… służące, które dużo czarnej kawy piją i dlatego mają taki kolor skóry, opisały w swojej książce… swoje pracodawczynie, które piją tylko mleko i inny kolor skóry mają…
Film polecam. Tytuł „ Służące”…, ale to nie służące, moim zdaniem są bohaterkami tego filmu. Bohaterem tego filmu jest CHĘĆ. Chęć pisania, chęć mówienia, chęć opisania, chęć wydania, chęć czytania, chęć zmian…. Można powiedzieć „jak nie ma chęci to nic nas nie rozkręci”
. Chyba, że jest to fizjologia, która zmusza nas do pewnych czynności, obowiązek lub uzależnienie. Pisanie to chęć – komunikacja. Komunikacja z innymi ew. z samym sobą( też dobrze). Myślę, że dzięki laptopo ludzie więcej piszą niż mówią. Komunikują się z całym światem i to w mgnieniu oka
.
To jest super, to jest fajne… szybciej „zapomnimy języka w gębie” niż przestaniemy pisać ( póki co). Mam i miałam problemy z językiem (nie tylko polskim) a dziś, jeden ruch i tekst ten może być przetłumaczony na każdy inny język obcy - pisany
. Dysleksja o której nie wiedziałam w wieku szkolnym (no bo skąd) a która mocno dała mi się we znaki, dziś jest w poszanowaniu a ja… Ja mogę pisać, pisać…
Jeszcze jedno: Ludzie piszą i śpiewają!
Fajnie piszą i fajnie śpiewają…
Ramona Rey w TVN… 
Autor (bloger) jeszcze nie Włodek a Hanka cd.
Na blogu pani Marii Czubaszek, Artur Andrus przypomniał tekst „Salonu Niezależnych”. Pomyślałam: kurcze jak to dawno było…
Telewizja
Telewizja pokazała a uczeni podchwycili… Telewizja… 
Kiedyś mówiliśmy: Telewizja kłamie… i słuchaliśmy radiowej trójki a tam słuchowiska pani Marii… wiadomo byli też i inni: Marcin Wolski, Tadeusz Ross, Jacek Fedorowicz, Andrzej Zaorski mój kochany Maciej Zembaty, Wojciech Mann i wielu innych. Wczoraj na spotkaniu z panią Marią, gdy „nie nadążałam za swoim rozumem” pojawił się błysk
.
Uświadomiłam sobie, że pani Maria i radiowa trójka kształtowały moje poglądy, mój umysł … a dziś.
Dziś mam piloto, mam laptopo ….
Rozumku - “do widzenia ślepa Gienia, kup se trąbkę do …”
Tra,ta,ta,ta…
Autor: też Szelążek, ale Hanna
Witam. Dzień Dobry jestem z KOBRY.
Kilka lat temu zauważyłam, że serce ciągle mam, ale rozum gdzieś mi ucieka. „Same głupoty” kłębią mi się wtedy w mojej głowie i sprawiają, że czuję się jak kosmita
. Myślałam nawet o leczeniu, ale przypomniałam sobie urywek piosenki: „chcę być pomylony - pomyleni wszak mają w głowie słoneczko”. I jeszcze jedno, okazuje się, że DZIŚ za głupotę nic nie płacisz. Wręcz przeciwnie płacą Tobie i to chyba dobrą kasę, bo da się żyć.
Oto przykład pozytywny ![]()
Maria Czubaszek PLAYBOY nr 7, 2011 rok
“Pisze pani tylko dla pieniędzy?
Oczywiście! Nie po to żyję, żeby pisać, ale po to piszę, żeby żyć. A że nic innego nie potrafię, nie mam wyboru. Niedawno byłam jurorką w konkursie na blog roku, w kategorii „absurdalne i offowe”. Parę było znakomitych. Ale w trakcie czytania cały czas towarzyszyło mi zdziwienie, że ludziom chce się pisać za darmo. Mnie by się w życiu nie chciało. I tak zresztą mi się nie chce. Stąd pewnie piszę same głupoty.”
Tu nastąpiło moje zdziwienie. Pisać głupoty i mieć za to pieniądze? To może być fajne.
Przeczuwałam to już wcześniej. Mówiłam to nawet mojemu mężowi, że świat się zmienia, że „głupota ma skrzydła”. Nie chciał mnie słuchać. To matematyk, umysł ścisły, człowiek mądry z rozumem… Ciężko Mu pojąć, że głupota może latać. Ja to co innego. Jak już wspomniałam, rozum mi ucieka… no a wtedy głupoty kłębią mi się w głowie, głowa pęka, człowiek myśli że oszaleje… i nie wiedziałabym co z tym zrobić gdyby nie pani Maria Czubaszek. Eureka!!!
Tak więc popiszę sobie a muzom. Dam skrzydła mojej głupocie a niech lata… jak gołębica. Co mi tam.
„Nie po to żyję, żeby pisać, ale po to piszę, żeby żyć” a że www.szelazek.elk/pl milczy - wykorzystam to. Szelazek to Szelazek (po co zakładać nowy blog może i Włodek wróci i popisze?).
Może taki mały dialog serca z rozumem
.
Mówicie, że przegrałem – NIE.
4 lata pracowałem aby Ełk nie zmarnował żadnej szansy - robiłem to z dala od polityki i zwijałem polityczne spory. Efekt jest. Wszystkie znaczące inwestycje w Ełku są już rozpoczęte a to, że ktoś inny je zakończy /mam nadzieję, że nie zepsuje/ i że to nie ja przetnę „wstęgę”
… Ot… „mały pikuś”.
A morał z tego taki, że sprawdza się powiedzenie: od „politycznych przyjaciół” chroń nas Panie a z wrogami poradzę sobie sam…
Szanowni Państwo, wyborcy, ełczanie… ![]()
Po pierwsze dziękuję za udział w wyborach.
Po drugie dziękuję za głosy oddane na mnie zarówno w głosowaniu prezydenckim jak i do powiatu.
Po trzecie dzięki serdeczne za głosowanie na ludzi Platformy Obywatelskiej.
Po czwarte wynik głosowań dał mi wiele do myślenia.
O tym jednak potem…
Pozdrawiam
Włodek Szelążek



